Raz na jakiś czas, dość rzadko, choć wciąż obiecuję sobie, że częściej, udaje mi się odbyć spacer po Warszawie. Rzadko jest planowany. Wynika raczej z niespodziewanej chwili beztroski, z utęsknionego momentu, w którym wiem, że mam czas (a przynajmniej chcę w to wierzyć). Tak było i dziś. Szpilki, deszcz, niesmaczne lody, nieobecni ludzie i Warszawa. Krzyż przy Grobie Nieznanego Żołnierza wywołał skrajne emocje. Nowy pomnik powiedział przewodnik wycieczki dzieci. Mokli na środku placu, a ja stanęłam kawałek dalej żeby posłuchać. Pod parasolem. Dowiedziałam się skąd nazwa Bistro bez kantów, domu bez kantów. Piłsudski. Fontanna w deszczu, ludzie ukryci pod drzewami. Szpilki zaczęły przemakać, a ja sobie szłam. Szłam sobie. Niespiesznie, bezpieczna pod moim wielkim czarnym parasolem. Sponsorem dzisiejszego spaceru jest Polska Federacja Dyskusyjnych Klubów Filmowych.