Archiwum kategorii ‘przemyślenia’

Głos za likwidacją mediów w ich obecnej formie

czwartek, Lipiec 22nd, 2010

A gdyby nie było telewizji i radia, nie poddawalibyśmy się przekonaniu, że informacja (wciąż ta sama) jest najcenniejsza, nie słuchalibyśmy wiadomości co 20 minut? Nikt nie szukałby ani nie tworzyłby niekończącego się potoku wypreparowanych sensacji.

Dzień wczorajszy sprawił, że zatęskniłam za dobrą polityczną satyrą. Chyba czas na Polskie zoo bis. Ale wyobraźmy sobie, że media nie mają wstępu do Sejmu, a ta najważniejsza instytucja w państwie wydaje tygodniowe komunikaty. Czytalibyśmy, słuchalibyśmy o gotowych ustawach i projektach, o porozumieniach i trwałych konfliktach, o argumentach przemyślanych, bo zapisanych. Nie musielibyśmy w każdych wiadomościach i na każdym portalu widzieć płaczącej posłanki K, nadgorliwego pana P poszukującego pana M, który jakby przed nim uciekał ani grupy obrońców K, którzy chcą się dać rozerwać na strzępy w imię nie-wiadomo-czego. Wolałabym takie komunikaty. Mogłabym cały tydzień skupiać się na rzeczach ważnych i ciekawych, a raz w tygodniu dowiedzieć się w jakim kierunku zmierza Państwo. Politycy pozbawieni publiki przestaliby odgrywać cyrki. Media miałyby chwilę na przefiltrowanie informacji głupich i nieprawdziwych. Niestety dla osób takich jak ja nie ma wyboru. Nie ma nawet jednaj możliwości. Nie ma ani jednej gazety, ani jednej telewizji czy stacji radiowej, która pominie, lub tylko podsumuje cały ten cyrk aby skupić się następnie na tym, co ważne.

Muszę napisać to, co powtarzam od dawna - żeby było dobitniej, żeby każdy mógł to przeczytać. Uważam, że codzienne śledzenie wiadomości i emocjonowanie się nimi ma wartość dokładnie taką samą jak codzienne śledzenie serwisów plotkarskich i emocjonowanie się majtkami Paris Hilton.

Oj Panie Libera!

wtorek, Luty 9th, 2010

Wybrałam się niedawno do Zachęty w Warszawie aby zobaczyć prace Zbigniewa Libery. Przybyłam, zobaczyłam i zwątpiłam.

Nie mogę traktować poważnie człowieka, który jako sztukę proponuje fotografie artykułów z Gazety Wyborczej. A nie mam nic przeciwko Wyborczej.

Ludzie, którzy w galeriach (sztuki) prezentują nadmiar własnych genitaliów, a także pomarszczone ciała swoich bliskich (w szczególności nieświadomych umierających bliskich) budzą we mnie pewną nieufność.

Libera (i nie tylko on) zagalopował się w swoich pracach. Zabrnął we własnych konceptach tak daleko, że nikt chyba (a na pewno zbyt niewielu) nie jest w stanie ich zrozumieć ani dogłębnie odczuć bez przeczytania uczonych internetowych komentarzy. (Zdziwienie i zagubienie licznych osób przewracających bezmyślnie kolejne strony przygotowanych przez niego albumów ze zdjęciami mówią same za siebie. )

Ta sztuka jako całość nie daje mi prawie żadnych nowych punktów odniesienia. Nie zdaje egzaminu.

Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym nie uznała kilku prac.

Na pewno wrażenie robi “Perseweracja mistyczna”. To przejmująca obserwacja bo przejmujące jest działanie bohaterki, Reginy G.

Interesujące pytania stawia z kolei praca “Jak tresuje się dziewczynki” choć zastanawia rozbieżność interpretacji Łukasza Rondudy, Izabeli Kowalczyk i samego artysty prezentowana w serwisie Culture.pl. Zastanawia w szczególności genderowa pewność siebie pani Kowalczyk w zestawieniu z “ogólnoludzką” interpretacją pana Rondudy. Trudno wyciągać daleko idące wnioski po tak krótkich cytatach, ale ich dobór wydaje się znaczący.

Wreszcie jako ciekawy trzeba uznać cykl prac-zabawek. Od “Ciotki Kena” i owłosionej lalki (praca “Możesz ogolić dzidziusia”), poprzez “Eroicę” po “Lego. Obóz koncentracyjny”. Bardzo ciekawa wydała mi się wypowiedź Libery o tej ostatniej pracy:

“Myśl, która doprowadziła mnie do zrobienia tej pracy, dotyczyła samej racjonalności, która jest podstawą systemu klocków lego, a która wydała mi się przerażająca: nie można z tych klocków zbudować nic, na co nie pozwala precyzyjny, racjonalny system”.

Do całości tego pewnego rodzaju cyklu nie przystaje jednak według mnie “Łóżeczko porodowe”. I nie zaliczam go do prac wartych zobaczenia. Może to zbytni radykalizm tej pracy. A może fakt, że o ile pozostałymi zabawkami można się bawić realnie, ta pozostawia całą zabawę w fazie nienamacalnych wyobrażeń o porodzie.

Na tym kończy się dla mnie Zbigniew Libera, a przynajmniej Zbigniew Libera zaprezentowany ostatnio w warszawskiej Zachęcie. Szkoda, bo miałam nieśmiałą nadzieję na coś więcej. Przybyłam, zobaczyłam i zwątpiłam, ale nie beznadziejnie. Liczę na kolejne ciekawe prace Zbigniewa Libery. Nawet jeśli nie wszystkie są i będą udane, to może choć część uderzy w istotne struny. Zresztą, czy są artyści nieomylni?

Złoto!

piątek, Grudzień 11th, 2009

Złota rączka ze złotą główką pełną pomysłów - to by dopiero było!
Inspiracja: Praca i film, E. Zajicek

Zabawa w monotonię

środa, Listopad 11th, 2009

Od jakiegoś czasu w różnych miejscach związanych z kulturą widzę pismo dla dzieci Czarodziejska kura albo informacje o nim. Pismo jest ekologiczne, basicowe, trendy, jazzy i generalnie myślałam o nim jako o miłej odmianie (nie ma tam różowych księżniczek ani reklam). Ale ale! Wszystko co dobre szybko się kończy. Od kilku dni chętnie zrobiłabym z tej kury rosół i podała go twórcom. Dlaczego? W pewnym newsletterze otrzymałam taką oto informację o najnowszej ZABAWCE proponowanej przez pismo:

Papierowe miasto to zabawka stworzona przez czasopismo Czarodziejska Kura, zabawka aktualna i odnosząca się do dzisiejszej rzeczywistości. Prosta, tania i ekologiczna, składa się z modułów na planie kwadratu o identycznych wymiarach, które można łączyć w dowolnych kombinacjach, rozbudowując miasto praktycznie w nieskończoność.

Nieźle, co? Czytajmy więc dalej.

Pojedyczy zestaw zawiera kilka arkuszy szarej tektury falistej z nadrukowanymi i przygotowanymi do wycięcia kształtami. Arkusze zawierają charakterystyczne elementy składające się na pejzaż małego miasteczka - typowe bryły polskich domów, sklep z zakratowanymi oknami, PeKaeS, samochód, płotek. Za pomocą powtarzalnych elementów można stworzyć prawdziwe miasteczko, wieś, albo przedmiejski krajobraz dużej aglomeracji. Połączenie ze sobą kilku zestawów, potęguje wrażenie powtarzalności, czyniąc krajobraz monotonnym, a pojedyncze domy coraz bardziej anonimowymi.

Nie mogę nie zadać pytania - czy ta zabawka jest dla dzieci, czy dla ich rodziców negujących system, którzy będą się chwalili przed znajomymi, że taką kartonową, antysystemową zabawkę kupili dziecku?

Proponowana odpowiedź: Zabawka dla rodziców? Oczywiście, że dla dzieci! Przecież dzieci uwielbiają zastanawiać się nad sensem cywilizacji oraz bawić się w monotonię i anonimowość!

Fingeryzm

środa, Wrzesień 2nd, 2009

Natknęłam się dziś na słowo pokraczne i w tej swojej niezgrabności całkiem ciekawe. Natknęłam się na nie w Słowniku wyrazów obcych i trudnych (Andrzej Markowski i Radosław Pawelec, Wydawnictwo Wilga, Warszawa 2001). Słownik mistrzem wśród słowników raczej nie jest, ale znajdziemy go z pewnością w niejednym domostwie.

Fingeryzm
‘Pobudzenie narządów płciowych partnera rękami, palcami’: W czasie dyskusji na temat usług seksualnych wypłynęła sprawa fingeryzmu - czy jest, czy też nie jest on rodzajem prostytucji.


Identyczną definicję
podaje serwis slowniki.gazeta.pl, który dodatkowo podpowiada:

podobne hasła: manageryzm

Manageryzm jednakże według tego słownika definicji nie posiada. Nie podaje jej również mój Słownik wyrazów obcych i trudnych. Szkoda, bo zainteresowało mnie to podobieństwo.

Fingeryzm skłania mnie do zadumy. Czy to słowo w ogóle istnieje?
Zadumałam się też nad serwisem Word Spy, który uwielbiam od dłuższego już czasu. Tropi się tam nowe słowa podając przykłady zastosowania, często przykłady z poczytnych gazet, wraz z autorem tekstów. Może i w Polsce przydałby się podobny serwis? A przynajmniej informacja o źródle przy słownikowych pozycjach w rodzaju fingeryzmu?

PS: Słownik mojej przeglądarki internetowej uznaje fingeryzm za błąd. Przynajmniej na razie!

O inspiracji

wtorek, Wrzesień 1st, 2009

Pisze Piotr Wereśniak. Ciekawe i chyba prawdziwe. Chodzi mi o ‘POWOLI’.

Jeśli zatem chcesz znaleźć Inspirację wybierz się w podróż, nie musi być wcale daleka, kosztowna i egzotyczna, ważne, żeby była. Spotykaj innych ludzi i słuchaj, co mają do powiedzenia. Czytaj dobre książki, oglądaj rzeczy, których do tej pory nie widziałeś, jedz potrawy, których do tej pory nie próbowałeś i rób rzeczy, których do tej pory nie robiłeś. Inspiracja zapewniona.

Jest tylko jeden warunek. Trzeba to wszystko robić POWOLI. Szybkość, pośpiech i niecierpliwość to najwięksi wrogowie Inspiracji.

Cały tekst.

Niewidzialna ręka rynku. Drugie spojrzenie.

wtorek, Czerwiec 23rd, 2009

Wykłady z etyki biznesu naprawdę otwierają oczy. Może nie na etykę, ale na pewno na biznes i rynek. Ciekawe wydało mi się poniższe stwierdzenie prof. Chmieleckiej:

nie należy zapominać o kontekście światopoglądowym koncepcji Smitha. Był on protestantem, głęboko wierzącym, że dobro zostanie nagrodzone a zło ukarane - także na rynku.

Niewidzialna ręka rynku nie jest więc ślepą, amoralną siłą rządzoną liczbami? A może jest - przecież pojęcie ewoluowało i teraz właśnie z taką ślepą silą je utożsamiamy. Ale zawsze warto wiedzieć, że nie zawsze tak było; że Adam Smith nie podchodził do sprawy amoralnie, a-etycznie, ani w ogóle ‘a’. Jego niewidzialna ręka rynku nie jest już obiektywna. Ma swój własny moralny kręgosłup, którego używa. Czy na pewno?

Orfeusz, rycerz, bohater?

wtorek, Czerwiec 16th, 2009

Temida Stankiewicz-Podhorecka pisze:

Ale w finale dzisiejszy Orfeusz siada przed laptopem i oddaje się pracy zawodowej, może twórczej. Kto uwierzy, iż tego zatopionego w laptopie Orfeusza stać byłoby na iście rycerską odwagę, by w poszukiwaniu swej ukochanej Eurydyki odbyć najbardziej niebezpieczną podróż gdzieś hen, na krańce świata.

Współczesność i codzienność niezmiennie wydają nam się nudne i szare. Nie ma w nich miejsca na malownicze pejzaże, niestworzone historie ani bohaterów. Oni przynależą czasom dawnym, światom odległym. Rozpoznajemy ich po rekwizytach - rumak, zbroja, miecz świetlny - oto niezbędne minimum.

Dlaczego pani Temida (o ironio) osądza współczesnych mężczyzn tak powierzchownie? Czy laptop niszczy bohatera? Jeansy i garnitur już nie, dzięki westernom i agentowi 007. Ale laptop?

Bohaterami raczej się bywa niż jest. Stwarza ich chwila. Jestem przekonana, że dzisiejsi mężczyźni, panowie i chłopcy skryci za gadżetami, laptopami i ścianami z wielkiej płyty mogą być bohaterami nie gorszymi niż ich historyczni lub nierealni konkurenci. A może, dzięki efektowi zaskoczenia, nawet lepszymi?

Cały artykuł: Miłość do prozy przykrojona

George Orwell ukradł historię…

poniedziałek, Czerwiec 15th, 2009

…na 1984 Rosjaninowi, którego książkę recenzował. Na początku się przeraziłam. Na szczęście artykuł na guardian.co.uk jest dość wyczerpujący. Uspokoił mój niepokój. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć - i dobrze, że ukradł!

1984 thoughtcrime? Does it matter that George Orwell pinched the plot?
George Orwell’s Nineteen Eighty-Four is a classic – but it owes its plot, characters and conclusion to Yevgeny Zamyatin’s 1920s novel We

Swoją drogą dojrzewam chyba do ponownej lektury. Do czytania w ogóle. Kiedyś czytałam w sesji, teraz najwyraźniej w wakacje. Na mojej liście na lato m.in.:
Zakonnica, Denis Diderot
To kill a mockingbird, Harper Lee
Kroniki włoskie, Stendhal
Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną, Dorota Masłowska

Kto poleci coś jeszcze?

Chaos

poniedziałek, Czerwiec 1st, 2009

W tym filmie wszystko jest szczere. Dobre i złe rzeczy. Myślę, że to się czuje.

Powiedział Xawery Żuławski o swoim filmie Chaos. Długo szukałam określenia dla tego filmu, który mimo oczywistych wad ma coś w sobie. Szczerość. Właśnie o to chodzi.

Wywiad: Życie jest zasraną bajką. Ciekawy. Polecam.