Wpisy otagowane ‘txt’

Król Lew

poniedziałek, Luty 22nd, 2010

Radio TOK FM stoi audycjami na poziomie, bardzo ciekawymi gośćmi, mnóstwem wiadomości i niewielką ilością muzyki (ale za to jakiej!). Słucham ich codziennie.

Niestety od czasu do czasu radio, a w szczególności jeden z redaktorów, dba o to, abym nie uwierzyła własnym uszom i sprawdziła, czy to przypadkiem nie Radio Zet. Tym samym na krótko dramatycznie spada moje zaufanie do poziomu Toku.

Właśnie trwa rozmowa o słowach, które zdominowały prasę w ostatnich dniach. Oczywiście nie mogło obyć się bez “haków”.

Gość - Prezydent co ma? Haka.
Prowadzący - Hakuna mahaka.

Nie wiem co Hakuna ma wspólnego z prezydentem, ani czy ma haka, ale nie mogę się powstrzymać - gratuluję błyskotliwości.

Oj Panie Libera!

wtorek, Luty 9th, 2010

Wybrałam się niedawno do Zachęty w Warszawie aby zobaczyć prace Zbigniewa Libery. Przybyłam, zobaczyłam i zwątpiłam.

Nie mogę traktować poważnie człowieka, który jako sztukę proponuje fotografie artykułów z Gazety Wyborczej. A nie mam nic przeciwko Wyborczej.

Ludzie, którzy w galeriach (sztuki) prezentują nadmiar własnych genitaliów, a także pomarszczone ciała swoich bliskich (w szczególności nieświadomych umierających bliskich) budzą we mnie pewną nieufność.

Libera (i nie tylko on) zagalopował się w swoich pracach. Zabrnął we własnych konceptach tak daleko, że nikt chyba (a na pewno zbyt niewielu) nie jest w stanie ich zrozumieć ani dogłębnie odczuć bez przeczytania uczonych internetowych komentarzy. (Zdziwienie i zagubienie licznych osób przewracających bezmyślnie kolejne strony przygotowanych przez niego albumów ze zdjęciami mówią same za siebie. )

Ta sztuka jako całość nie daje mi prawie żadnych nowych punktów odniesienia. Nie zdaje egzaminu.

Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym nie uznała kilku prac.

Na pewno wrażenie robi “Perseweracja mistyczna”. To przejmująca obserwacja bo przejmujące jest działanie bohaterki, Reginy G.

Interesujące pytania stawia z kolei praca “Jak tresuje się dziewczynki” choć zastanawia rozbieżność interpretacji Łukasza Rondudy, Izabeli Kowalczyk i samego artysty prezentowana w serwisie Culture.pl. Zastanawia w szczególności genderowa pewność siebie pani Kowalczyk w zestawieniu z “ogólnoludzką” interpretacją pana Rondudy. Trudno wyciągać daleko idące wnioski po tak krótkich cytatach, ale ich dobór wydaje się znaczący.

Wreszcie jako ciekawy trzeba uznać cykl prac-zabawek. Od “Ciotki Kena” i owłosionej lalki (praca “Możesz ogolić dzidziusia”), poprzez “Eroicę” po “Lego. Obóz koncentracyjny”. Bardzo ciekawa wydała mi się wypowiedź Libery o tej ostatniej pracy:

“Myśl, która doprowadziła mnie do zrobienia tej pracy, dotyczyła samej racjonalności, która jest podstawą systemu klocków lego, a która wydała mi się przerażająca: nie można z tych klocków zbudować nic, na co nie pozwala precyzyjny, racjonalny system”.

Do całości tego pewnego rodzaju cyklu nie przystaje jednak według mnie “Łóżeczko porodowe”. I nie zaliczam go do prac wartych zobaczenia. Może to zbytni radykalizm tej pracy. A może fakt, że o ile pozostałymi zabawkami można się bawić realnie, ta pozostawia całą zabawę w fazie nienamacalnych wyobrażeń o porodzie.

Na tym kończy się dla mnie Zbigniew Libera, a przynajmniej Zbigniew Libera zaprezentowany ostatnio w warszawskiej Zachęcie. Szkoda, bo miałam nieśmiałą nadzieję na coś więcej. Przybyłam, zobaczyłam i zwątpiłam, ale nie beznadziejnie. Liczę na kolejne ciekawe prace Zbigniewa Libery. Nawet jeśli nie wszystkie są i będą udane, to może choć część uderzy w istotne struny. Zresztą, czy są artyści nieomylni?

Córy Koryntu

wtorek, Styczeń 5th, 2010

Kto wie kim są? Ja nie wiedziałam!

córa Koryntu, prostytutka. Książkowe, często ironiczne. Aluzja do greckich heter, z których miasto Korynt słynęło w starożytności. „Próbowano (…) poddawać Córy Koryntu zabiegom resocjalizacyjnym, tak by mogły zasilić szeregi czystych moralnie obywatelek. Prostytucji nie udało się jednak wykorzenić” (Gazeta Wyborcza).

Mirosław Bańko, Słownik peryfraz, czyli wyrażeń omownych

Swoją drogą bardzo lubię słowo ‘córa’.

Terminowość? 20%. W przeciętnym ministerstwie.

wtorek, Styczeń 5th, 2010

Mówi się, że biurokracja wszystko spowalnia. Ale jak i dlaczego? Polecam cytat o modelu opisanym przez Oskara Langego:

“Jest dwóch urzędników. Nie są orłami, ale przypuśćmy, że terminowo załatwiają 80 spraw ze stu. Jeżeli jednego z nich podporządkujemy drugiemu i żaden ani nie pogorszy, ani nie poprawi wyników swojej pracy, to zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa taki tandem będzie w stanie skończyć terminowo już tylko 64% zadań. Jeśli do sprawy będą się włączać kolejne szczeble hierarchii służbowej [...] to nieubłaganie będzie maleć prawdopodobieństwo terminowego działania. Sytuacji nie uratuje nawet założenie, że każdy następny zwierzchnik będzie urzędował sprawniej niż jego bezpośredni podwładny. [...] Prosty rachunek wykazuje, że w instytucji mającej strukturę i hierarchię podobną do typowego ministerstwa prawdopodobieństwo terminowego załatwienia czegokolwiek wynosi już tylko 20%. [...] A przecież przykład rozpoczęto od założenia, że na najniższym szczeblu mierni urzędnicy załatwiali terminowo 80% spraw. Teraz można powiedzieć - aż 80%!”

Edward Zajicek, Zarys organizacji produkcji filmowej

Ministerstwo musi być duże i musi mieć budowę hierarchiczną (w każdym razie nie potrafię sobie wyobrazić tak wielkiej organizacji bez hierarchii. Czy ktoś potrafi?); co za tym idzie, prawdopodobieństwo załatwienia czegokolwiek nie może być wysokie, wcale nie z winy złej woli albo niskich kompetencji pracowników.

Nie ma sensu się wściekać! Wystarczy do wszystkiego podchodzić z opowiednim wyprzedzeniem.

Złoto!

piątek, Grudzień 11th, 2009

Złota rączka ze złotą główką pełną pomysłów - to by dopiero było!
Inspiracja: Praca i film, E. Zajicek

Kultura jest ważna?

poniedziałek, Listopad 30th, 2009

Kultura jest ważna właśnie dlatego, że bez niej można się obyć.

Źródło: Dwutygodnik.com

Tylko dla kogo jest ważna?

Co myślę?

czwartek, Listopad 12th, 2009

Mało satysfakcjonujące wydają się z dzisiejszej perspektywy wprowadzone pod koniec lat dziewięćdziesiątych przez redaktorów “Rastra” kategorie arte-polo [...] i pop banalizmu [...].

Piszę to cudzymi słowami. Słowami z przewodnika po wystawie Schizma w CSW. Nie wiem co mieli na myśli kiedy to pisali, ale nie potrafię się nie zgodzić. W zasadzie uważam, że te określenia, choć zabawne (zwłaszcza pierwsze) niestety nie pasowały do obiektów, które zostały nimi nazwane. Od samego początku. Sorry Raster.

Interludium

czwartek, Listopad 12th, 2009

Ostatnio w radiu słyszałam zabawny błąd językowy - najwyraźniej kalkę z języka angielskiego.

Chodzi o wyrażenie interluda muzyczna. Jest to błąd.
Pochodzi prawdopodobnie od angielskiego interlude. Tę formę przyjmują też słowa prelude i postlude.

Po polsku jest jednak trochę inaczej - mamy preludium i postludium - i według tego klucza - interludium.

Bardzo lubię angielski, ale co najmniej tak samo bardzo cenię polski. Niech więc polski pozostanie polskim, a angielski angielskim - przynajmniej jeszcze na trochę! Może kiedyś cały świat będzie mówił tylko po angielsku, dobrze, nie protestuję, jesli taka ma być kolej rzeczy. Tymczasem proszę - nie mówmy w ponglish!

Zabawa w monotonię

środa, Listopad 11th, 2009

Od jakiegoś czasu w różnych miejscach związanych z kulturą widzę pismo dla dzieci Czarodziejska kura albo informacje o nim. Pismo jest ekologiczne, basicowe, trendy, jazzy i generalnie myślałam o nim jako o miłej odmianie (nie ma tam różowych księżniczek ani reklam). Ale ale! Wszystko co dobre szybko się kończy. Od kilku dni chętnie zrobiłabym z tej kury rosół i podała go twórcom. Dlaczego? W pewnym newsletterze otrzymałam taką oto informację o najnowszej ZABAWCE proponowanej przez pismo:

Papierowe miasto to zabawka stworzona przez czasopismo Czarodziejska Kura, zabawka aktualna i odnosząca się do dzisiejszej rzeczywistości. Prosta, tania i ekologiczna, składa się z modułów na planie kwadratu o identycznych wymiarach, które można łączyć w dowolnych kombinacjach, rozbudowując miasto praktycznie w nieskończoność.

Nieźle, co? Czytajmy więc dalej.

Pojedyczy zestaw zawiera kilka arkuszy szarej tektury falistej z nadrukowanymi i przygotowanymi do wycięcia kształtami. Arkusze zawierają charakterystyczne elementy składające się na pejzaż małego miasteczka - typowe bryły polskich domów, sklep z zakratowanymi oknami, PeKaeS, samochód, płotek. Za pomocą powtarzalnych elementów można stworzyć prawdziwe miasteczko, wieś, albo przedmiejski krajobraz dużej aglomeracji. Połączenie ze sobą kilku zestawów, potęguje wrażenie powtarzalności, czyniąc krajobraz monotonnym, a pojedyncze domy coraz bardziej anonimowymi.

Nie mogę nie zadać pytania - czy ta zabawka jest dla dzieci, czy dla ich rodziców negujących system, którzy będą się chwalili przed znajomymi, że taką kartonową, antysystemową zabawkę kupili dziecku?

Proponowana odpowiedź: Zabawka dla rodziców? Oczywiście, że dla dzieci! Przecież dzieci uwielbiają zastanawiać się nad sensem cywilizacji oraz bawić się w monotonię i anonimowość!

Projekty często nie mają prawa się udać.

poniedziałek, Listopad 9th, 2009

A jednak -

projekty udają się wbrew wszystkim i wszystkiemu dzięki determinacji jednostek.

Fragment notatek z wykładu Zarządzanie Projektami z dr Bartoszem Gruczą. Zgadzam się z nim w zupełności. Potwierdzają to moje liczne doświadczenia.